TRANSMISJA NA ŻYWO  

 

TRANSMISJA  Z KOŚCIOŁA
NIEDZIELA
godz. 07.00, 09.00, 11.00

   

KONTO PARAFIALNE  

Numer konta parafialnego: 

76859100070300029783540001

 

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Dziś szczególne święto – Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, ale dodatkowo setnej rocznicy formalnego ustalenia tego święta. Troszeczkę historii: 

„Choć ślubowanie Jana Kazimierza odbyło się przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, to jednak szybko przyjęło się przekonanie, że najlepszym typem obrazu Królowej Polski jest obraz Pani Częstochowskiej. Koronacja obrazu papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Była to pierwsza koronacja wizerunku Matki Bożej, która odbyła się poza Rzymem.
Niestety śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem "Królowej Polski". Papież Benedykt XV chętnie przychylił się do tej prośby (1920). Biskupi umyślnie zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą Konstytucją polską”1.

Przeżywamy Triduum Paschalne, trzydniówkę tajemnicy przejścia od śmierci do życia, od grzechu do odkupienia. W sytuacji niezwykłej. Jedni w pełnej kwarantannie, inni niedaleko od niej. Puste drogi, lasy, nieraz długie kolejki do sklepów, choć to akurat starsi trochę jeszcze pamiętają. Ale czymś zupełnie nowym jest tak utrudniony dostęp do kościoła. Niektórzy chrześcijanie mają nawet o to żal, czują się opuszczeni przez Kościół w tak trudnej sytuacji. Ale nie da się nic na to poradzić, trzeba jakoś przeżyć, przetrzymać, a nawet wykorzystać jako kolejny etap na naszej drodze, która nierzadko przez zupełnie nowe tereny wiedzie nas do Boga. Przecież z takim wzruszeniem czytamy, wsłuchujemy się w wołanie Jezusa na krzyżu: Eloi, Eloi, lema sabachthani? Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? I wiemy, że nie był to gniew, tylko przypomnienie, że Bóg także Syna swego jedynego prowadzi ciemną doliną, aby tym mocniej zajaśniała nasza nadzieja na odkupienie i zbawienie. 

Sytuacja Jezusa na krzyżu podobna jest trochę do naszej obecnej. Oczywiście męka i śmierć na krzyżu nie może być porównana do naszych kłopotów, ale jakieś choćby nikłe podobieństwo jest kolejną okazją do odczytania śladów Boga w naszym życiu. I Pan Jezus, i Kościół zachęcają nas do odczytywania tzw. znaków czasu. To co się dzieje w naszym świecie, w naszym życiu, jest okazją do tego, by przypomnieć sobie o Bogu, o Jego obecności, o Jego działaniu. Znaki czasu to nowe przypowieści, które jak pamiętamy, często zaczynają się słowami: „Królestwo Boże podobne jest do…” itd. Spróbujmy popatrzeć w ten sposób na obecne zdarzenia, które tak niespodzianie uderzyły w nasz w miarę spokojny tryb życia. 

Pan Bóg rzekł do Abrama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”.

A do nas ten sam Bóg mówi: „Wyjdź ze swojego domu na trochę, niedaleko, do kościoła, który wiadomo, gdzie jest”. 

O ile krótsza jest nasza podróż, bardziej bezpieczna, no ale i skutków tak wielkich nie widzimy, np. żeby Bóg złorzeczył tym, którzy nam złorzeczą. I Bogu dzięki. Bo nasza podróż – podobne zresztą jak u Abrahama – nie dokonuje się tylko nogami, ale przede wszystkim jest to podróż duszy, serca do źródła nadziei i miłości, jakim dla Abrahama był nowo jeszcze niejasno poznany Bóg, a dla nas objawiony w ludzkim życiu Syn Boży Jezus Chrystus. Nasza podróż na Mszę św., która jest tajemniczym, sakramentalnym powtórzeniem Ostatniej Wieczerzy i ofiary na Kalwarii, łączy nas też z wędrującym Abrahamem, z Apostołami zapatrzonymi na przemienionego Mistrza na górze Tabor i z całą historią zbawienia. 

Czytania dzisiejsze mówią o wielkości Boga, o Jego „sławie”, czyli poznaniu przez wszystkich ludzi – również naszym zadaniem jest rozsławienia Go, dawanie świadectwa naszej wierze.

„Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą” (Iz 49).

Pamiętamy słowa św. Jana Pawła II: „Musicie być mocni mocą wiary, nadziei i miłości”. Nasza moc nawet w słabości się doskonali (św. Paweł). Potrzeba Bogu, nam i światu chrześcijan mocnych. Oczywiście nie takich mocnych, że kto im podskoczy, to mu pokażą, ale mocnych w dźwiganiu siebie do Boga i dźwiganiu innych. To zachęta do odrzucania takich grzechów, błędów, słabości jak lenistwo, strach, egoizm, który nie jest prawdziwą miłością siebie samego, tylko pogardą dla innych.