TRANSMISJA NA ŻYWO  

 

TRANSMISJA  Z KOŚCIOŁA
NIEDZIELA
godz. 07.00, 09.00, 11.00

   

KONTO PARAFIALNE  

Numer konta parafialnego: 

76859100070300029783540001

 

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Przeżywamy dziś narodzenie św. Jana Chrzciciela. To również dzień, w którym jego ojciec Zachariasz odzyskał mowę. Jego kilkumiesięczne milczenie i dzisiejsze odzyskanie głosu niech będzie okazją do zastanowienia się nad wartością naszej mowy.

W słynnej powieści Jonathan Swifta pt. „Podróże Guliwera” bohater odwiedza dziwne miejsca zamieszkałe przez dziwne istoty, które w zamyśle autora w nieco przesadny, ale prawdziwy sposób reprezentują różne ludzkie cechy. Między innymi trafił Guliwer na wyspę, gdzie jej obywatele chodzili w towarzystwie służących wyposażonych w pałeczki. Służyły one do tego, żeby ułatwić komunikację między owymi obywatelami – gdy któryś mówił, służący uderzał go w usta, żeby mówiący nie zapomniał, że mówi, a słuchający byli uderzani po uszach, żeby nie przestawali słuchać. Niby bajka, a taka prawdziwa (jak zresztą większość bajek, które są zmyślone na początku i w środku, a prawdziwe na końcu – ta jest prawdziwa co kawałek). Tyle razy doświadczamy tego, że ludzie nie potrafią mówić jak należy. Mówią, a nie wiadomo, o co im chodzi, co chcą powiedzieć, czy w ogóle chcą coś powiedzieć. Mówi się czasami o takim: mówi i mówi, a nie mówi, co mówi (ulubione powiedzonko śp. Abpa Jerzego Ablewicza).

Dzisiejsze czytania mszalne mówią o różnych rzeczach, na przykład o Boskim działaniu, o naszym losie, o naszych zadaniach. Są one ze sobą powiązane i dobrze sobie pomyśleć o nich razem. Do tego dzisiejsze teksty są tak dobrane, że jest większa ochota, żeby je parę razy przeczytać niż komentować, ale kazanie to kazanie, trzeba coś od siebie dołożyć przecież. Najpierw jednak przytoczmy jeszcze raz fragment z pierwszego czytania (no chyba, że cały kościół pamięta dokładnie, o czym to było – nie? No to słuchamy).

Tak mówi Pan Bóg: "Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. […] Ona wypuści gałązki i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi. I wszystkie drzewa na polu poznają, że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa, który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię".

"[…] Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was". (Mt 10, 10-13)

Posłanie apostołów jest ciekawym połączeniem podejścia duchowego i praktycznego. Idą głosić Ewangelię, naukę o zbawieniu i inne – wówczas jeszcze bardziej niepojęte niż dziś – tajemnice wiary. Ale muszą też jeść, pić i spać. „Wart jest robotnik swej strawy”, więc wyżywienie było chyba niewielkim problemem. Za to mieszkanie to już bardziej skomplikowana sprawa. W obcym miejscu najpierw trzeba się wywiedzieć, kto tam jest godny. Nie wiem, jak w praktyce taki wywiad mógł wyglądać, jednak na pewno musieli słuchać opinii, jakie jedni ludzie wypowiadali na temat drugich. No to kłopot!

ksiądz Jan Twardowski

Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jak szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
by dostać nic
za wszystko

miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać

Serce Jezusowe mamy także po to, żebyśmy się nie musieli bać naszych serc, które rzeczywiście mogą odstraszać od kochania. Tyle w nich sprzecznych uczuć, nierealnych nadziei, które koniecznie chcemy spełnić, i najistotniejszych celów, których nie dostrzegamy. A jednocześnie jest w nim tyle mocy, że ani lekceważyć, ani marnować jej nie wolno. Dlatego dobrze jest zbliżyć się do Serca Jezusowego dla wytchnienia, ocieplenia i nauki: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”.