TRANSMISJA NA ŻYWO  

 

TRANSMISJA  Z KOŚCIOŁA
NIEDZIELA
godz. 07.00, 09.00, 11.00

   

KONTO PARAFIALNE  

Numer konta parafialnego: 

76859100070300029783540001

 

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Pan Bóg rzekł do Abrama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”.

A do nas ten sam Bóg mówi: „Wyjdź ze swojego domu na trochę, niedaleko, do kościoła, który wiadomo, gdzie jest”. 

O ile krótsza jest nasza podróż, bardziej bezpieczna, no ale i skutków tak wielkich nie widzimy, np. żeby Bóg złorzeczył tym, którzy nam złorzeczą. I Bogu dzięki. Bo nasza podróż – podobne zresztą jak u Abrahama – nie dokonuje się tylko nogami, ale przede wszystkim jest to podróż duszy, serca do źródła nadziei i miłości, jakim dla Abrahama był nowo jeszcze niejasno poznany Bóg, a dla nas objawiony w ludzkim życiu Syn Boży Jezus Chrystus. Nasza podróż na Mszę św., która jest tajemniczym, sakramentalnym powtórzeniem Ostatniej Wieczerzy i ofiary na Kalwarii, łączy nas też z wędrującym Abrahamem, z Apostołami zapatrzonymi na przemienionego Mistrza na górze Tabor i z całą historią zbawienia. 

Przypominają się słowa z Ewangelii dzisiejszej: „To jest mój Syn umiłowany […] Jego słuchajcie!” (Mt 17,5). Przychodzimy słuchać Jezusa, spotykać się z Nim i w Jego towarzystwie pomyśleć o sobie, o niebie, o sensie życia tutaj i w wieczności. I oczywiście o tym, jak sobie radzić z dźwiganiem swoich krzyży, z których nierzadko najcięższymi jesteśmy my sami. Bo i siebie, swoje wady, nastroje, nieudane decyzje i pokręcone pomysły też musimy dźwigać. A prawdę mówiąc, skoro nawet przy osiąganiu czysto ludzkich sukcesów pokonywanie trudności daje nieraz lepsze efekty niż doświadczanie samych przyjemności, tym bardziej może tak być w drodze do nieba. Śpiewamy: „Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony…”, a może nieraz tak samo słusznie można by zaśpiewać: „Krzyżu mój, bądźże pochwalony”. 

W każdym razie Msza św. wprowadza nas w głębię życia Jezusowego, Bożego i w głębię naszego życia. Już na początku możemy przepraszać Boga za nasze grzechy i niedoskonałości. Nawet jeśli czujemy się niegodni danego dnia przystępować do Komunii św., przeproszenie nadal ma ogromną wartość – pomaga nam doświadczać szczerości w ocenie siebie i swojego postępowania oraz doświadczać ogromu miłosierdzia Bożego. Sama tzw. spowiedź powszechna to krótki moment w czasie Mszy św., ale można go rozciągnąć na dłuższy czas i nieraz właśnie Mszę św. wykorzystać na to, żeby się lepiej przyjrzeć własnej postawie, pomyśleć, jak sobie radzimy z miłością Boga, bliźniego i z innymi przykazaniami. Po modlitwie zwanej kolektą słuchamy czytań mszalnych i najczęściej kazania. 

To najdłuższy okres siedzenia w czasie Mszy św., na pewno pozwala troszkę odpocząć, ale przede wszystkim ma sprzyjać skupieniu. Tu mała uwaga, wymyśliliśmy to na spotkaniu grupy synodalnej. Sam od czasu, gdy zacząłem przyjeżdżać do Lichwina, zauważyłem, że zmniejszyła się trochę liczba uczestników niedzielnych mszy św. Widać to po tym, że przybyło trochę miejsca – z przodu, zamiast z tyłu. Więc pomysł jest taki, żeby się troszeczkę przesunąć do przodu, do pierwszych ławek. Na przykład ci, którzy już siedzą z przodu, niech siądą jedną lub dwie ławki wyżej, albo ktoś z tyłu może przyjść do przodu. Pamiętacie przypowieść o uczcie (Łk 14), gdzie jedni pchali się do przodu, a inni pokornie pozostawali z tyłu? Ta przypowieść się teraz powtarza, właśnie PJ powiedział – tylko cicho, więc ja powiem głośno: „Przyjaciele, przesiądźcie się wyżej” (oczywiście następnym razem). To małe poświęcenie niech będzie też przejawem naszej uprzejmości i gościnności wobec tych, którzy wolą albo muszą pozostać pod chórem, bo np. mają malutkie dzieci i wolą być bliżej wyjścia. To tyle, drobny pomysł, ale i takie mogą pomagać. 

Wykorzystajmy jak najlepiej czas skupienia na mszy św. Słuchamy słów Pisma Św., w których zawiera się objawienie; słuchamy modlitw, które Kościół przez wieki z pomocą Ducha Świętego układał, żebyśmy jak najlepiej spełniali polecenie Jezusa: „Zawsze się módlcie i nigdy nie ustawajcie”. Wiemy, że nie jest łatwo tak się modlić, ale też jest możliwe, żeby tę więź z Bogiem nieustannie wzmacniać. 

Jest ciekawe, że swoje Ciało i Krew Jezus pozostawił nam pod postacią pokarmu: „Bierzcie i jedzcie…”. Wiemy, że jedzenie nigdy się nie nudzi – jak się komuś znudzi, znaczy, że już umarł, bo dopóki żyjemy – jemy i pijemy, a do tego naszym pokarmem i napojem jest najczęściej „owoc ziemi i pracy rąk ludzkich”, czyli to, co ziemia daje, ale co również wymaga naszej obróbki. Dlatego Eucharystia, która jest owocem przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa tak mocno zachęca nas też do modlitwy. Bo modlitwa przypomina o tym, że w naszym życiu, w naszym sercu łączy się to, co daje nam Bóg z tym, co my sami dla Boga czynimy. 

Wykorzystajmy czas w kościele wg starej zasady: age quod agis – rób, co robisz. Przychodzimy tu, żeby się modlić, więc się módlmy. Wiadomo, że nie unikniemy rozproszeń, ale niech i one będą okazją do tego, żeby mocniej pomyśleć o Bogu: przyjdzie myśl o obiedzie – przypomnijmy sobie, że to On jest Stwórcą świata, nas i tego, czego do życia potrzebujemy; przypomną się inni ludzie – to przecież ci, których mamy kochać, a czasem dla nich czy przez nich trzeba cierpieć, to oni są bardzo ważną częścią naszej drogi do zbawienia, podobnie jak byli częścią Jezusowego życia, nauczania i męki. A może coś nas boli i męczy – to przecież nasz udział w dźwiganiu krzyża. Może czasami podeśle nam Pan jakiegoś Szymona Cyrenejczyka, może nas takim Szymonem dla kogoś uczyni. Itd. Niech wszystko, co się dzieje w kościele, co się pojawi w naszej głowie i sercu, jak najszybciej zaprowadzi nas do Jezusowego nauczania, niech przerodzi się w modlitwę, niech zachęca do tego, byśmy nie utracili nic z tego, co możemy na Mszy św. uzyskać. 

I uczmy się Mszy św. na pamięć, tak żeby coraz lepiej pamiętać modlitwy, czytania, pieśni, kolory szat i co się da. Mamy pewnie swoje ulubione piosenki, może książki, zespoły sportowe czy seriale. Niech Msza św. staje się naszym ulubionym spotkaniem z nadprzyrodzonym światem pełnym tajemnicy, miłości, nadziei i entuzjazmu, czyli pełnego zaangażowania bycia w Bogu (greckie słowo “entuzjazm” pochodzi od słów “en Theos” oraz “ousia”. Dosłownie więc oznacza…. istotę zanurzoną w Bogu). Jak już przychodzimy na Mszę św. niech nas ona zachwyca, zachęca i dodaje sił do dobrego, szczęśliwego życia z Bogiem. I niech nam przypomina o tym, za jaką cenę zostaliśmy odkupieni, ile zatem jesteśmy warci i jak ważna jest troska o nasze dusze. Zakończmy fragmentem kazania słynnego bpa Fultona J. Sheena:

„Oto Syn Człowieczy przechodził.

Ujrzałem Go w koronie z cierni.

«Czyż nie wykonało się, Panie – spytałem –

i czyż nie skończyła się Twa udręka?»

On zwrócił na mnie swe oczy:

«Czyż nie zrozumiałeś?

Każda dusza jest Kalwarią,

A każdy grzech jest mą męką»” 

Przeżywajmy Mszę św. tak, żeby ta Jezusowa męka wydawała w nas owoce już teraz, gdy będziemy starali się zmartwychwstawać z naszych grzechów i kiedyś, gdy razem z Jezusem zmartwychwstaniemy do życia w prawdziwej chwale, której nikły blask możemy dojrzeć w Hostii, gdy staje się Ciałem Chrystusa. Amen. 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież