Apel Zespołu KEP ds. Apostolstwa trzeźwości o sierpniową abstynencję

   

LOKALIZACJA

   

TRANSMISJA NA ŻYWO  

 

TRANSMISJA  Z KOŚCIOŁA
NIEDZIELA
godz. 07.00, 09.00, 11.00

   

KONTO PARAFIALNE  

Numer konta parafialnego: 

76859100070300029783540001

 

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

„Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. […]. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. […] Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą”.

I tutaj Jezus wyjaśnił przypowieść o siewcy. Idea jest taka, że każdy może usłyszeć słowa Boże, ale nie u każdego przynoszą one takie same plony. Ale każda przypowieść jest małą historią, która może mieć bardzo wiele znaczeń – kto ma tylko uszy i oczy otwarte, ale serce zamknięte i duszę niedojrzałą, pozna tylko opowieść, historyjkę, która będzie mniej lub bardziej ciekawa, ale na tym zrozumienie się skończy. Natomiast wiara i Boża łaska pozwalają na to, by w przypowieściach znaleźć wiele prawdy o Bogu i o nas, o naszym życiu i o sposobach doskonalenia duszy. 

„Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”.  Co to znaczy? – w sumie to dość proste: kiedy człowiek, który wierzy w Boga, żywego, prawdziwego, wszechmocnego, kochającego itd. miłuje tego Boga mniej niż jakiegoś człowieka, to on tego człowieka nie za bardzo miłuje. 

Bo Bóg jest naszym Stwórcą i najdoskonalszym Ojcem, który nas najbardziej kocha i najlepiej wie, jak nas prowadzić przez życie. Dlatego najprawdziwszym, najgłębszym sensem naszego życia jest przykazanie: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całą swoją mocą. A bliźniego swego jak siebie samego”. Jeśli nie będziemy miłować Boga, to ani siebie, ani bliźniego swego też nie potrafimy należycie pokochać. To będzie co najwyżej spełnianie jakichś chwilowych zachcianek, zaspokajanie zmyślonych potrzeb, a nie prawdziwa miłość, która rozwesela serce, doskonali duszę, czyni dobro i zwycięża zło. 

Gdy szedłem do kościoła widziałem rożne eleganckie samochody, którymi tutaj przyjeżdżacie; oczywiście mój opelek, jakim się wożę, też fajna maszyna. I przypomniały mi się słowa z dzisiejszego pierwszego czytania: 

„Wy widzieliście, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”.

Nasza droga do kościoła, z kościoła i cała reszta życia przypomina wędrówkę na orlich skrzydłach. Co znaczą te orle skrzydła? Że na nich leci się lekko, łatwo i przyjemnie? Niekoniecznie – gdzieś czytałem – dość dawno, nie pamiętam szczegółów – że dla orła, który rzeczywiście jest fascynującym ptakiem, a od wieków jest też symbolem siły i wolności, życie w niewoli, np. w ogrodzie zoologicznym, nie jest aż takie straszne, bo na wolności nie jest mu łatwo. Np. w niewoli żyje dwa razy dłużej niż na wolności (20 lat vs 40 lat). Musi z niemałym trudem zabiegać o los swój i swojego potomstwa. Więc orle skrzydła raczej nie są symbolem łatwizny, lecz cierpliwej, mozolnej troski o to, co najważniejsze. 

Pan Jezus wstępuje do nieba na oczach jedenastu apostołów. Tym sposobem zakończył czterdziestodniowy okres budowania ich wiary we własne zmartwychwstanie. Pokazywał im się, rozmawiał z nimi, jadł, sprawił cudowny połów ryb. Nawet św. Tomaszowi, którego nie było przy pierwszym spotkaniu Jezusa z uczniami, kazał wkładać palce w swoje rany. Wtedy Tomasz wyznał: „Pan mój i Bóg mój”, a Jezus odpowiedział: „Uwierzyłeś, bo mnie ujrzałeś, błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Te słowa Jezusowe właściwie nie odnosiły się do apostołów, bo oni wszyscy widzieli Jezusa po zmartwychwstaniu. Okazuje się jednak, że jak podaje dzisiejsza ewangelia, „niektórzy nadal wątpili”. 

Na pewno nie było między tymi wątpiącymi św. Tomasza, co więcej to on pierwszy nazwał Jezusa Bogiem. Wcześniej św. Piotr nazwał Go Mesjaszem i otrzymał ogromną pochwałę. Ale Bogiem nazwał Jezusa pierwszy właśnie św. Tomasz. Jednak ktoś sobie wymyślił, żeby nazwać go niewiernym Tomaszem i tak już zostało. Tak to rodzą się plotki, ktoś sobie coś wymyśli, a reszta powtarza, czy to ma sens czy nie. Tutaj na szczęście wiemy, o co poszło i wiemy, że Apostoł Tomasz był wiernym uczniem, głosicielem Ewangelii, męczennikiem i dziś jest święty, a dla nas jest kolejnym i bardzo ważnym świadkiem zmartwychwstania Jezusa. 

Dziś szczególne święto – Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, ale dodatkowo setnej rocznicy formalnego ustalenia tego święta. Troszeczkę historii: 

„Choć ślubowanie Jana Kazimierza odbyło się przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, to jednak szybko przyjęło się przekonanie, że najlepszym typem obrazu Królowej Polski jest obraz Pani Częstochowskiej. Koronacja obrazu papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Była to pierwsza koronacja wizerunku Matki Bożej, która odbyła się poza Rzymem.
Niestety śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem "Królowej Polski". Papież Benedykt XV chętnie przychylił się do tej prośby (1920). Biskupi umyślnie zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą Konstytucją polską”1.

Przeżywamy Triduum Paschalne, trzydniówkę tajemnicy przejścia od śmierci do życia, od grzechu do odkupienia. W sytuacji niezwykłej. Jedni w pełnej kwarantannie, inni niedaleko od niej. Puste drogi, lasy, nieraz długie kolejki do sklepów, choć to akurat starsi trochę jeszcze pamiętają. Ale czymś zupełnie nowym jest tak utrudniony dostęp do kościoła. Niektórzy chrześcijanie mają nawet o to żal, czują się opuszczeni przez Kościół w tak trudnej sytuacji. Ale nie da się nic na to poradzić, trzeba jakoś przeżyć, przetrzymać, a nawet wykorzystać jako kolejny etap na naszej drodze, która nierzadko przez zupełnie nowe tereny wiedzie nas do Boga. Przecież z takim wzruszeniem czytamy, wsłuchujemy się w wołanie Jezusa na krzyżu: Eloi, Eloi, lema sabachthani? Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? I wiemy, że nie był to gniew, tylko przypomnienie, że Bóg także Syna swego jedynego prowadzi ciemną doliną, aby tym mocniej zajaśniała nasza nadzieja na odkupienie i zbawienie. 

Sytuacja Jezusa na krzyżu podobna jest trochę do naszej obecnej. Oczywiście męka i śmierć na krzyżu nie może być porównana do naszych kłopotów, ale jakieś choćby nikłe podobieństwo jest kolejną okazją do odczytania śladów Boga w naszym życiu. I Pan Jezus, i Kościół zachęcają nas do odczytywania tzw. znaków czasu. To co się dzieje w naszym świecie, w naszym życiu, jest okazją do tego, by przypomnieć sobie o Bogu, o Jego obecności, o Jego działaniu. Znaki czasu to nowe przypowieści, które jak pamiętamy, często zaczynają się słowami: „Królestwo Boże podobne jest do…” itd. Spróbujmy popatrzeć w ten sposób na obecne zdarzenia, które tak niespodzianie uderzyły w nasz w miarę spokojny tryb życia. 

Pan Bóg rzekł do Abrama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”.

A do nas ten sam Bóg mówi: „Wyjdź ze swojego domu na trochę, niedaleko, do kościoła, który wiadomo, gdzie jest”. 

O ile krótsza jest nasza podróż, bardziej bezpieczna, no ale i skutków tak wielkich nie widzimy, np. żeby Bóg złorzeczył tym, którzy nam złorzeczą. I Bogu dzięki. Bo nasza podróż – podobne zresztą jak u Abrahama – nie dokonuje się tylko nogami, ale przede wszystkim jest to podróż duszy, serca do źródła nadziei i miłości, jakim dla Abrahama był nowo jeszcze niejasno poznany Bóg, a dla nas objawiony w ludzkim życiu Syn Boży Jezus Chrystus. Nasza podróż na Mszę św., która jest tajemniczym, sakramentalnym powtórzeniem Ostatniej Wieczerzy i ofiary na Kalwarii, łączy nas też z wędrującym Abrahamem, z Apostołami zapatrzonymi na przemienionego Mistrza na górze Tabor i z całą historią zbawienia. 

Czytania dzisiejsze mówią o wielkości Boga, o Jego „sławie”, czyli poznaniu przez wszystkich ludzi – również naszym zadaniem jest rozsławienia Go, dawanie świadectwa naszej wierze.

„Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą” (Iz 49).

Pamiętamy słowa św. Jana Pawła II: „Musicie być mocni mocą wiary, nadziei i miłości”. Nasza moc nawet w słabości się doskonali (św. Paweł). Potrzeba Bogu, nam i światu chrześcijan mocnych. Oczywiście nie takich mocnych, że kto im podskoczy, to mu pokażą, ale mocnych w dźwiganiu siebie do Boga i dźwiganiu innych. To zachęta do odrzucania takich grzechów, błędów, słabości jak lenistwo, strach, egoizm, który nie jest prawdziwą miłością siebie samego, tylko pogardą dla innych. 

Adwentowa zachęta do cierpliwości: 

(Jk 5) „Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny”. 

Cierpliwość kojarzy się nam z czekaniem i nic-nie-robieniem. Bywa i tak, jak się np. w kolejce stoi, choć i wtedy można znaleźć jakieś twórcze zajęcie. Ale czekanie rolnika na plony to na pewno nie jest siedzenie, tylko ciągła praca. Zboże rośnie po cichu, ale pole wymaga obróbki. Dla nas takim okresem dojrzewania jest Adwent, a jednym z najważniejszych plonów jest nasz charakter. Jego uprawa to dzieło na miarę każdego człowieka i także każdego chrześcijanina. 

  1. Józef Bocheński pisał: 

„Człowiek jest tyle wart, ile wart jest jego charakter. Osiągnięcie pełni charakteru, w granicach każdemu z nas dostępnych, jest głównym naszym zadaniem na ziemi i głównym warunkiem osiągnięcia naszego celu pozagrobowego, według nakazu Chrystusa Pana ‘Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz niebieski doskonałym jest’. Charakter jest też jedyną rzeczą wartą naprawdę wielkiego zachodu, jeśli o nas chodzi; wszystko inne jest marnością, rozwiewającą się w dym przy pierwszym podmuchu zawieruchy; widzieliśmy to wszyscy”.

„Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach” (Ml 3).

Czy należymy do pysznych i krzywdzicieli, czy do czczących imię Pańskie? Raczej do tych ostatnich, ale jak to zwykle bywa, póki żyjemy, gdy jeszcze nie umieramy, najczęściej mamy w sobie wszystkiego po trochu – i dobrego, i złego. I dlatego słuchamy proroctwa Malachiasza, listu św. Pawła i ewangelii spisanej przez św. Łukasza. Chcemy lepiej poznać siebie samych, lepiej poznać Boga i to, co nam zaleca. Bo ten dzień palący jak piec, niszczący złych, jest dziś. I dziś wschodzi słońce sprawiedliwości, dziś przychodzi Jezus, który chce naszego  uzdrowienia. Potrzebuje oczywiście naszej pomocy: naszej wiary, ufności, nadziei, miłości, pracy nad sobą, pracy nad naszym otoczeniem, które możemy udoskonalać. I naszego dobrego przykładu, gdziekolwiek trafi się okazja. To wspaniała rzecz, że my słabi, grzeszni, nie zawsze tacy ważni i mądrzy, jak się nam wydaje, możemy ciągle czynić tak wiele dobra – dla siebie i dla innych. 

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online