LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

(kazanie z III Niedzieli Zwykłej: Jon 3,1-5. 10; Ps 25 (24), 4-5. 6 i 7bc. 8-9; 1 Kor 7, 29-31; Mk 1, 14-20)

Dziś spotykamy się z Jonaszem. Był prorokiem, któremu to wyjątkowo nie odpowiadało – wolałby być radosnym widzem, który siądzie sobie z boku i popatrzy, jak ta paskudna Niniwa zmieni się w śliczne ognisko albo kupę gruzów. Gdy mu Bóg polecił ruszać do Niniwy, wskoczył na statek i uciekał w przeciwną stronę, żeby być „daleko od Pana”, jak mówi Biblia. Wydawało mu się, że można tak sobie uciec, że Bóg się nie spostrzeże, a potem go nie znajdzie, nie dogoni, da mu spokój. Jak wiemy, z ucieczki niewiele wyszło – na morzu, po którym płynął jego statek, rozpętała się paskudna burza. Żeglarze wyrzucili ładunek, żeby odciążyć statek, ale to nie wystarczyło. Modlili się do swoich bogów, przerażeni walczyli z żywiołem, a Jonasz… spał sobie. Narobił bałaganu, a potem zszedł pod pokład, żeby się zdrzemnąć. Gdyby się przyznał do swojego błędu, zapewne nie naraziłby na poważne straty i wielki lęk swoich towarzyszy podróży, a i sam by w wygodniejszy sposób dotarł do Niniwy. Cokolwiek miała oznaczać późniejsza podróż w brzuchu wielkiej ryby, na pewno nie była przyjemna, nawet jak na ówczesne standardy.

Zaczerpnijmy z tej historii naukę dla siebie, umiejmy się należycie obchodzić ze swoimi błędami. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, już starożytni (św. Hieronim, Seneka, Cyceron) powtarzali: Errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum , czyli: „Mylić się jest rzeczą ludzką, jednak obstawać przy błędzie jest rzeczą diabelską”. Przeważnie nie jest wielką głupotą popełnić błąd, głupota się zaczyna wtedy, gdy nie umiemy sobie z błędem poradzić. Najpierw należy go uznać, szczególnie wtedy, gdy nie ma wątpliwości, że się nam przydarzył, ale mamy pokusę, aby go ukryć. Są, rzecz jasna, pomyłki, których się nie da ukryć. Na przykład w Los Angeles jeden złodziej napadł na bank i zamiast zabrać pieniądze, kazał je wpłacić na swoje konto. Wiadomo, jak się skończyło – Ameryka się z niego śmiała, a on odsiadywał swoje w więzieniu. Oczywiście śmiejąc się z jego głupoty nie zapominamy, że na banki nie wolno napadać, nawet jeśli się ma całkiem dobry plan. Więc może jeszcze jedna bankowa historyjka z Kansas – tam dwaj zamaskowani bandyci wpadli do biblioteki i kazali wsadzić pieniądze do poszewki na poduszkę. Okazało się, że pomylili bibliotekę z bankiem, bo budynki były podobne. Tych też złapali. Ale dość o błędach bandytów i złodziei, bo błędy nie są obce całkiem porządnym i mądrym ludziom.

Zatem trzeba się umieć do swoich błędów przyznać (nie wszystkich, ale tych, które np. mają wpływ na nasze relacje z innymi czy wypełnianie naszych obowiązków) i co się da, szybko naprawić. Może z nich wtedy wyniknąć nawet więcej pożytku niż szkody. Jakaż to doskonała okazja do ćwiczenia:

- pokory, bo nie będziemy się uważali za nieomylnych w każdej sprawie;

- mądrości, bo będziemy prawdę i słuszność stawiać na pierwszym miejscu;

- wyrozumiałości, bo chętniej wybaczymy błędy popełniane przez innych; do tego sami wiele zyskujemy w oczach innych ludzi, którzy najczęściej docenią nasze przywiązanie do prawdy i chęć doskonalenia.

Sławny filozof francuski  François de La Rochefoucauld powiedział: „Większość naszych błędów jest bardziej wybaczalna, niż środki którymi staramy się je ukryć”. Jonasz nie ukrywał swoich błędów, wcale niemałych, i kilka razy spotkał się z przebaczeniem. Przypominała mi się historyjka z jakiejś książki czy artykułu. Autorka opowiadała, jak pisała chyba pracę magisterską z psychologii czy czegoś takiego. Przyniosła jeden rozdział w wersji roboczej, jeszcze bez dokładnych przypisów, do sprawdzenia przez swojego profesora, czyli promotora (to taki motor dla studentów J ). Ten przeczytał, pochwalił, ale w jednym miejscu nieco skrzywiony mówi: „A gdzie to pani takie mądrości znalazła?”. Oczywiście nie była to pochwała autora wykorzystanego przez magistrantkę cytatu. Ta wpadła w popłoch, ale cóż miała robić, w końcu wyjąkała: „To pan profesor napisał”. Na co on: „No to głupio napisałem” i pewnie kazał wyrzucić. Piękna historia – uwierzcie mi, profesorom nieczęsto się to zdarza. Magistrantka była zachwycona swoim profesorem.

Pan Bóg jest nieskończenie, niepojęcie mądry i się nie myli, ale za to powołuje do współpracy ludzi, którym błędy nie są obce. Jonasz myślał, że ucieknie przed swoją misją i pozwoli na zburzenie Niniwy. Skończyło się wędrówką we wnętrzu ryby, gdzie modlił się o ocalenie i został wysłuchany. Ale jak Niniwa się nawróciła, to Jonasz znowu mocno się zgniewał i modlił się tak:

„Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie” (Jon 4,2-3).

Potem jeszcze raz życzył sobie śmierci, gdy mu robaczek podgryzł korzenie krzewu pod którym siedział i zrobiło mu się za gorąco. I jeszcze zapytany przez Boga, czy słusznie się gniewa, odpowiedział: „Słusznie się gniewam śmiertelnie”. Po raz kolejny Pan Bóg próbował go pouczyć, jak działa miłosierdzie, jak ważne jest nawrócenie. Czy Jonasz dał się przekonać, nie wiemy, bo księga się urywa.

Dopowiedzmy więc sobie jeszcze jedną rzecz: całe wielkie miasto Niniwa, rozległe na trzy dni drogi, zostało uratowane przez tego marudę Jonasza, który uciekał, narzekał, na chwilę się poprawiał, potem znowu pyskował. Takiego to proroka sobie Pan Bóg wybrał. Choć może to jednak był jeden z najbardziej bohaterskich proroków, bo przecież posłano go, by ratował wrogów. Więc nie oceniajmy go, ale uczmy się od niego.

Na pewno chciał nam Bóg pokazać, że my powinniśmy swoje błędy, pomyłki, umieć uznać, zrozumieć, przyznać się do nich i naprawiać, żeby ani nam, ani innym szkody nie przynosiły, a przeciwnie dawały dobre owoce. Ale nawet jak nie za bardzo się to uda, to Pan Bóg nadal chce przez nas opowiadać o swojej dobroci, swoim miłosierdziu; chce być w naszym życiu i chce byśmy Go przybliżali innym. Dlatego troszczmy się o naszą wiarę, módlmy się, próbujmy naprawiać i doskonalić wszystko, co potrafimy, a przy tym słuchajmy Boga, rozmawiajmy z Nim w swoim sercu. Wspomnijmy piękne słowa dzisiejszego psalmu: „Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami”. Nawet, gdybym nie od razu miał na to ochotę – to ostatnie dopowiedzmy w imieniu Jonasza i we własnym imieniu.

Trzeba powoli kończyć, bo jak pisze św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu, „czas jest krótki”. Napisał dalej: „ci, którzy używają tego świata, [niech żyją] tak jakby z niego nie korzystali”. To jak mamy żyć? Żyjmy tak, jakby od nas zależały losy Niniwy, a przynajmniej losy naszej duszy i dusz ludzi, których spotkamy na naszych drogach. Amen.

Ks. Zbigniew Wolak

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież