LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

  Niebieski peugeot szybko połyka drogę z Metzu do Luksemburga. Jedziemy zobaczyć to piękne miasto słynące z licznych mostów, ale także zrobić zakupy. Za kierownicą mój wuj, obok niego siedzę ja, a z tyłu dwie starsze panie, które przysiadły się, żeby uzupełnić domowe zapasy, korzystając z niskich cen. W pewnej chwili jedna z nich Madeleine mówi   „ Oglądałam wczoraj wieczorem ciekawy program w telewizji o piekle. A ty jak myślisz ?”– zwraca się w moim kierunku łamaną polszczyzną  z zapytaniem – „Czy piekło jeszcze egzystuje?„

   Problem ten rozważany kilkadziesiąt lat temu we Francji  powraca i dzisiaj w różnego rodzaju mniej lub bardziej poważnych dyskusjach „Czy piekło jeszcze egzystuje?”. Przy czym akcent kładzie się na słowo jeszcze. No bo czy wypada w dzisiejszych czasach niezwykłego rozwoju cywilizacyjno – technicznego, zachłyśnięcia się geniuszem ludzkiego umysłu, wspominać coś o jakimś tam piekle.
   Właściwie to obecnie mówi się o tym bardzo mało albo wcale, jakby to był temat wstydliwy, pachnący mrokami średniowiecza, nad którym najlepiej byłoby rozciągnąć kurtynę milczenia. Albo też podejmuje się działania, ażeby piekło i jego księcia diabła zneutralizować poprzez kabaretowa kpinę. W efekcie takich poczynań diabełek w dzisiejszych czasach stał się nieodzownym niemalże rekwizytem kabaretów, zawsze naiwny, nawet na swój sposób zabawny, rozbrojony ze swoich piekielnych mocy, a jeżeli rozbrojony to zupełnie niegroźny. Ot przerobiono go na dyndającą maskotkę zawieszoną gdzieś na samochodowym lusterku. No i jak tu się go bać?  „Oj dana dana, nie ma szatana a świat realny jest poznawalny oj dana” śpiewa dziś wielu słowami modnej niegdyś piosenki. A skoro „oj dana, dana nie ma szatana….” to już blisko do przyjęcia jako życiowego motta „hulaj duszo piekła nie ma.”
   Patrząc na to, zastanawiam się czy my kapłani sami nie zepchnęliśmy tematu złego ducha i piekła do kaznodziejskiego skansenu. Wprawdzie nie negujemy go wprost, ale po prostu o nim nie mówimy. Czy nie jest to z naszej strony grzech zaniechania?
   Kiedy ja właściwie słyszałem kazanie rekolekcyjne na temat piekła i szatana? Zamyśliłem się. Dawno temu. Bardzo dawno… Oj przepraszam jakieś dwadzieścia pięć lat temu w czasie wielkopostnych rekolekcji starszy wiekiem zakonnik mówił o piekle. I to jak mówił! W tak obrazowym stylu, że nie można było tego tematu zapomnieć.
   Mały drewniany kościółek w parafii zagubionej wśród lasów i gór. Przemawiające scenami ewangelicznymi malowidła na modrzewiowych belkach ścian i zakonnik głoszący Jezusową Ewangelię siłą nie tylko głosu, ale… także i obrazu. Na ambonę wnosił różnego rodzaju rekwizyty, jak np. uschłą gałązkę obrazującą człowieka w grzechu śmiertelnym, którą po kazaniu zatknął na ambonie. Tkwiła ona do końca rekolekcji, mówiąc nie bądź uschłą gałązką, uwolnij się od grzechu niosącego śmierć i stań się znowu pełną życia. To  znowu otwierał przed nami wielkie kartonowe serce z pięknie namalowanym wizerunkiem Pana Jezusa, po czym odkładał je i pokazywał inne utrzymane w konwencji czerni, które kąsały żmije grzechu. Straszył diabłem, który nawet w czasie rekolekcji stara się mu przeszkadzać, przedstawiał jego szpetotę zielonkawobrązową żmiją. Aż wreszcie doszedł do kazania o piekle. Chcąc oddać grozę mąk piekielnych, zawieszony na ambonie między drewnianą podłogą, a drewnianym sufitem, zapalił kartki papieru i wymachując niczym płonącą pochodnią, wołał „Patrz jak płonie dusza w piekle. Jakie straszne męki cierpi.” Gdy już kartki papieru się dopaliły, rozgniótł to co po nich zostało w dłoniach, dmuchnął a czarny popiół powoli spadał wprost na głowy stojących pod amboną. Będąc świadkiem tak „płomiennego kazania”, mimo woli, przysunąłem się w kierunku gaśnicy pianowej wiszącej w zakrystii. Licho przecież nie śpi. Kościół jest drewniany i pirotechniczne pokazy kaznodziei mogłyby mu nieco zaszkodzić. Na szczęście nie trzeba jej było używać.
   Każdego roku w mojej parafii głoszone są rekolekcje. Słucham ich z uwagą i co zauważam? Większość kaznodziei mówi dziś o Panu Bogu jako o dobrym Ojcu, o miłości miłosiernej, o tym, że Pan szuka grzesznika, o potrzebie powrotu do Ojca przez spowiedź. Sporadycznie trafiają się rekolekcje naukowe, były także takie, gdy kaznodzieja przez cały czas dokonywał szczegółowej egzegezy, zapoznając słuchaczy z różnymi znaczeniami hebrajskich słówek. Niektórzy przykładają dużą wagę do formy. Wplatają strofy wzruszającej poezji. Część daje się ponieść fali innowacyjności, przerywa kazanie młodzieżową religijną piosenką, koniecznie z akompaniamentem na gitarze. Albo też ojciec rekolekcjonista pojawia się z plecakiem, z którego w trakcie kazania dla dzieci, niczym sztukmistrz, wyciąga różnego rodzaju rekwizyty. To wszystko jest bardzo potrzebne. Nie pomijajmy jednak w doborze tematów tych, które dziś zdają się być mało atrakcyjne. Ktoś powiedział i chyba słusznie, że największym sukcesem szatana jest to, iż wmówił współczesnemu człowiekowi, że go nie ma.
   Przeżywamy Wielki Post. Ewangelia I Niedzieli tego okresu prowadzi nas na pustynię, gdzie Jezus był kuszony przez złego ducha. Jeżeli Jezus był kuszony to znaczy, że szatan jest i działa i dlatego trzeba w naszym przepowiadaniu o nim mówić. Powiesz może. Po co, jest tyle ważniejszych tematów. Ot chociażby po to, by ludzie z nutką powątpiewania w głosie, nie stawiali pytania: „Jak myślisz czy piekło jeszcze egzystuje?”

ks. proboszcz Wiesław Jemioło
06.04.2009.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież