Zapraszamy w Piątek 28.09.2018 przy figurze NSPJ i MB Wsp. Wiernych na Zatorzu

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Dzisiejsze czytania mszalne mówią o różnych rzeczach, na przykład o Boskim działaniu, o naszym losie, o naszych zadaniach. Są one ze sobą powiązane i dobrze sobie pomyśleć o nich razem. Do tego dzisiejsze teksty są tak dobrane, że jest większa ochota, żeby je parę razy przeczytać niż komentować, ale kazanie to kazanie, trzeba coś od siebie dołożyć przecież. Najpierw jednak przytoczmy jeszcze raz fragment z pierwszego czytania (no chyba, że cały kościół pamięta dokładnie, o czym to było – nie? No to słuchamy).

Tak mówi Pan Bóg: "Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. […] Ona wypuści gałązki i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi. I wszystkie drzewa na polu poznają, że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa, który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię".

Już tutaj mamy ukazaną Boską wszechmoc Tego, kto może stworzyć świat i tym światem zarządza wedle swojej woli, najlepszej woli, a nie jakiegoś ludzkiego „widzimisię”. Wywyższanie tego, co poniżone, czyli danie wzrostu gałązce cedrowej, jest okazją do zapewnienia schronienia ptakom i jedocześnie jest nauką dla innych drzew, że ich los na ziemi nie zawsze jest taki pewny, jak im się wydaje. O tym, kto tutaj jest ważniejszy i większy nie zawsze możemy sami decydować.

Jednak ta niepewność naszego losu nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze czyny. Pisze św. Paweł: „Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.” Mamy się stawać jak najlepszymi ludźmi niezależnie od tego, czy się nam w życiu powodzi dobrze czy nie całkiem dobrze. Bóg kiedyś wszystko osądzi i nasze starania wynagrodzi, my tutaj nie szukajmy łatwych uników. Nie mówmy sobie np. że mogę coś ukraść, bo przecież sąsiad ma solidną kamienicę i niezłą brykę, a ja tylko mieszkanie i małego fiata, albo mogę się lenić, bo 20 lat temu postrzyknęło mnie w boku, więc na pewno jestem strasznie chory i nie wolno mi nic robić, albo nie muszę już kochać żony, bo teściowa powiedziała, że drugi zięć się jej lepiej udał itd.

Owszem, nie jest łatwo godzić się na przykład z tym, że nie zawsze jesteśmy wywyższani na tym świecie, ale przecież to może być częścią planu Bożego względem nas. Na pewno każda i każdy z nas chciałby mieć coś lepszego, np. mocne serce, mniejszy brzuch, więcej włosów, wszystkie zęby, zdrowe nerki, większe zarobki itd. (Ja bym chciał być wikarym na Woli, ale tu nie ma wikarego J i muszę jeździć do jakiegoś Krakowa i gadać byle co o jakiejś logice i filozofii.) Każdy by wymyślił dla siebie trochę lepsze życie, ale jest jak jest – i może właśnie tak jest najlepiej. Posłuchajcie, co napisał ks. Jan Twardowski:

„W życiu jest najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle.
Kiedy jest nam tylko dobrze - to niedobrze”.

Wesołe i chyba prawdziwe. Nawet psychologowie stwierdzili, że jak ktoś jest za bardzo szczęśliwy, to nieraz głupieje i kapcanieje (choć to nie termin psychologiczny), bo o nic się nie musi starać, zabiegać, z niczym nie musi się zmagać. Nasze dźwiganie krzyża może być częścią Bożej ekonomii, strategii, która pomaga w tym, byśmy z pomocą łaski wydobywali z siebie to, co najlepsze, a nie tylko łazili po świecie zadowoleni jak prosię w deszcz (to też cytat z ks. Twardowskiego).

 

Bywa, że nawet sami się przekonujemy o tym, jak niektóre niepowodzenia mogą być pożyteczne. Pewnie każdy zna jakieś przykłady ze swojego lub cudzego życia. Mnie się przypomniała historyjka z życia wielkiego uczonego i dominikanina o. Józefa Bocheńskiego. Gdy studiował chyba prawo, zdawał egzamin u profesora, który sobie życzył, żeby studenci podawali mu spis książek, jakie przeczytali. Młody Bocheński, żeby zabłysnąć, umieścił w swoim spisie doktorat swojego ojca. Oczywiście doktoratu nie czytał i był przekonany, że profesor nawet o nim mnie słyszał. Okazało się jednak, że profesor nie tylko o pracy słyszał, ale też ją czytał. Więc, gdy wyszło na jaw, że student chwalipięta tylko się chwalił, a pracy nie znał, egzaminu nie zdał. Profesor go spalił, jak to się wtedy mówiło. I jeszcze mu powiedział: „Młody człowieku, pamiętaj, że w nauce na kłamstwie daleko się nie zajdzie”. Bocheński musiał powtarzać rok. Ta nauczka na temat nauki bez wątpienia pomogła mu – skoro sam o niej wspomniał – stać się uczonym pracowitym i solidnym.

Wystawia nas Pan Bóg na różne trudności, obdarza też krzyżami, ale jednocześnie jest Tym, który pomaga nam, byśmy rozkwitali i wydawali owoce. Jak mówi psalm dzisiejszy:

 „Nawet i w starości wydadzą owoc,
zawsze pełni życiodajnych soków,
aby świadczyć, że Pan jest sprawiedliwy,
On moją Opoką i nie ma w Nim nieprawości.”

Bardzo pięknie się składa, że kazanie dzisiejsze wypadło mi w Woli Rzędzińskiej, gdzie przed mszą św. nasi ministranci elegancko odmawiają modlitwę, której końcówkę wziętą z Psalmu 42 pamiętam jeszcze z lat mojej ministrantury i po to łacinie: Introibo ad altare Dei, ad Deum, qui laetificat iuventutem meam – przystąpię do ołtarza Bożego, do Boga, który uwesela moją młodość. A gdy przystąpiliśmy do ołtarza, słyszymy tutaj obietnicę z Psalmu 92: „Nawet i w starości wydadzą owoce”.

Czasami się mówi, że to młodość jest czasem duchowej mocy, podejmowania wielkich życiowych decyzji, bo „młodość życia jest rzeźbiarką, co wykuwa żywot cały” (Choć przeminie sama szparko, /
Cios jej dłuta wiecznotrwały
. – Zygmunt Krasiński) . Inni obstają przy tym, że młodość jest niepewna, zmienna, że dopiero w wieku dojrzałym i na starość człowiek naprawdę dojrzewa, przybiera postawę  pewną i godną zaufania.

Dzisiejsze psalmy, ten z zakrystii i ten z kościoła, mówią nam, że nie trzeba się bać ani młodości, ani starości, że w każdym wieku, w każdym miejscu i życiowej sytuacji możemy serca nasze napełniać radością płynącą z wiary oraz kwitnąć nasyceni łaską Bożą i wydawać owoce, jakie przynosi dojrzała i mocna wiara. Inaczej się zachowuje kiełkujące ziarno, kwitnący krzew, owocujące drzewo, ale żaden etap nie jest lepszy lub gorszy. Starajmy się odkryć w obecnym okresie naszego życia, w jaki sposób najlepiej mogę spełniać rolę Bożego ziarna, sadzonki, kwitnącego krzewu lub owocującego drzewa;  tak, by Bogu pokazać, jak cenna jest dla nas Jego łaska i miłość, tak by samej lub samemu uweselać swoją duszę i przynosić owoce dobra. Łączmy pobożną modlitwę z apostolstwem słowa i owocami dobrych uczynków.  

Zwróćmy uwagę na jedną jeszcze rzecz w pierwszym czytaniu i w Ewangelii: w gałęziach drzew, które wyrastają dzięki Bożej mocy, gnieżdżą się i odpoczywają ptaki podniebne. To my jesteśmy drzewem, które rośnie, dojrzewa, kwitnie i owocuje.  A ptaki to ci, którzy u nas szukają pomocy, wsparcia, wytchnienia, porady, pociechy itp. Oczywiście nie każde zwierzę może odpoczywać na gałęzi drzewa. Pies czy krowa mogą leżeć pod drzewem i korzystać z cienia, za to ptaki swobodnie mogą siadać na gałęziach drzewa i żywić się jego owocami. Podobnie jest z nami, bo i w naszym życiu jest porządek w miłowaniu. Są tacy, którym nasza troska należy się na pierwszym miejscu, są inni, którym pomagamy w miarę potrzeb i możliwości. Pan Jezus w sławnej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie daje nam za wzór człowieka, który pomógł bliźniemu w ogromnej potrzebie, ale też nie stał się jego przyjacielem czy opiekunem. Nawet nie zmienił zbytnio planów podróży, bo poprosił właściciela gospody, aby zajął się rannym, a on sam zobowiązał się potem zapłacić. Pomógł najlepiej, jak mógł i poszedł swoją drogą. Natomiast są inni, którzy w naszym życiu są obecni w ten sposób, że nigdy nie możemy poprzestać na jednej czy drugiej pomocy, zapłacić, komu trzeba i iść swoją drogą.

Droga siostro, drogi bracie, w swoich modlitwach i przemyśleniach dorzuć jeszcze to pytanie: jakim jestem w swoim życiu miłosiernym Samarytaninem i jakim opiekunem, bezpiecznym portem dla tych, którzy mają nieustające prawo liczyć na moją obecność, troskę, pomoc. Czy jestem jak drzewo, w którym mogą znaleźć schronienie ci, których powierzono mojej trosce. Amen.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online