ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Męka Jezusowa opisana przez czterech Ewangelistów, dokonała się na oczach wielu ludzi – Rzymian i Żydów, wrogów i przyjaciół, apostołów, bliskich. A jednak Jezus „smutny aż do śmierci” zmagał się z samotnością. Do Niego najbardziej można odnieść powtarzane nieraz stwierdzenie: samotny wśród tłumu. Śpiewamy o Nim w Gorzkich Żalach:
Jezu, w ciężkim smutku żałością, -
Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany, -
Jezu mój kochany!

Stała pod krzyżem Jego Matka, która dzieliła ze swoim Synem Jego samotność – miała zostać bez męża, który już nie żył, i bez Dziecka, które zwiastowane przez Anioła, poczęte w Duchu Świętym, umierało na rzymskim krzyżu z powodu zawiści żydowskich przeciwników. 
Ci, którzy byli z Jezusem, pouciekali, wyparli się, jeden zdradził, drugi się wystraszył służącej. A tak wszyscy zapewniali o swojej wierności. Pisze ewangelista Mateusz: 
Wówczas Jezus rzekł do nich: «Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei». Odpowiedział Mu Piotr: «Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię». Jezus mu rzekł: «Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Na to Piotr: «Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie». Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.
Nie na długo im starczyło tego zapału. W Ogrodzie Oliwnym pospali, a potem Go opuścili – tacy niby dobrzy, zaangażowani, święci – a uciekli: paskudnicy, zdrajcy, tchórze! Otóż nie całkiem, oni jeszcze się uczyli, jeszcze nie rozumieli wszystkiego. Ich wiara i inne cnoty dopiero kiełkowały, ale już rosły. To byli przyszli nauczyciele, misjonarze, męczennicy, święci. Podobnie, jeśli nas ktoś opuści, też nie zawsze to oznacza, że jest on bezwartościowym tchórzem, egoistą czy w ogóle podłym osobnikiem. To też może być święty, ktoś, kto zmierza ku lepszemu życiu, ale może na chwilę się pogubił. Poza tym my nie jesteśmy jak Jezus i ci, którzy nas opuszczają mogą być nawet lepsi od nas. Szukając miłości, przyjaźni, koleżeństwa, współpracy, nie osądzamy innych, gdy nie dopasują się do naszych potrzeb czy gustów. 
Wróćmy jeszcze do samotności Jezusa. On się nie żalił, wiedział, że samotność, opuszczenie przez najbardziej zaufanych uczniów, jest częścią Jego planu zbawienia, a dla nich jest przypomnieniem o ludzkich słabościach, z którymi muszą się zmagać, które muszą zwyciężać, jeśli chcą być prawdziwymi świadkami Jezusa. 
Samotność jako przebywanie z Bogiem sam na sam Jezus ćwiczył zapewne w dzieciństwie i młodości, a wyraźne świadectwa takiego zachowania mamy w opisie Jego działalności publicznej. Pobyt na pustyni i krótsze okresy oddalenia od ludzi świadczą o tym, że choć przyszedł „napracować się” – jak pisze Karol Wojtyła – nad zbawieniem ludzi, nie miał tej pracy wykonywać sam, ale wspólnie ze swoim Ojcem i z Duchem Świętym. Miłował ludzi, dla nich przyszedł na świat, im poświęcił życie, ich nauczał, przekonywał słowami, cudami, czynami i cnotami – od nich też przyjął cierpienie i odrzucenie. „Umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, do końca ich umiłował” – nawet gdy Go porzucili i uciekli. Jak pisze Cyprian Kamil Norwid w „Monologu” (w poniedziałek 6 lipca 1846):
+ Modlitwy idą i wracają – nie ma niewysłuchanej,
Dlatego wszystkie wysłuchane, że każda zwraca się na powrót.
A dlatego powraca każda z modlitw, że wszystkie są z Miłości.
Kto pracował na Miłość, ten z miłością pracować potem będzie.
To jest szczęściem prawdziwym. - Tutaj innego szczęścia nie masz. […]
A kto pracował tak na Miłość – jako Ty, gdy raczyłeś stać się człowiekiem w dla tej pracy?
Co byłeś smutny aż do śmierci, a miłujący zawsze?
Co nie miałeś gdzie głowy świętej złożyć, Królu świata całego […].
My się mamy od Jezusa uczyć miłości, czyli kochać także wtedy, gdy nie dostajemy odpłaty, ale zostajemy sami. Przypomnijmy sobie przypowieść o miłosiernym Samarytaninie:
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: ‘Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał’.
Samarytanin pomógł pobitemu, uratował go, zapewnił mu opiekę i poszedł. Nie zaprzyjaźnił się z nim, nie czekał na wdzięczność, nie robił zdjęć i nie umieszczał na fb  Ruszył w dalszą, samotną wędrówkę. Samotność bez miłości niewiele jest warta, a miłość nie boi się samotności, bo w samotności też się „pracuje na miłość”, czasami jeszcze lepiej niż w towarzystwie, choć i ono jest ważne. 
Jezusowa samotność w czasie męki była pełna nie pokoju, ale szyderstwa: 
O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eloi, Eloi, lema sabachthani”, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: „Patrz, woła Eliasza”. Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby go zdjąć [z krzyża]”. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha (Mk 15,33-37).
Nawet wtedy nie zapomniał o swojej misji, ale jeszcze pochwalił „dobrego łotra” i obiecał mu zbawienie. Dość osobliwie to brzmi: „dobry łotr”, jakby łotr z definicji nie był zły: „dobry łotr” brzmi trochę jak np. „smaczny spleśniały salceson” bleee. Ale łotr to grzesznik, a my wszyscy jesteśmy grzesznikami, czyli po trochu łotrami. Więc i my możemy być „dobrymi łotrami”, tymi, którzy widzą niewinność Jezusa i Jego cierpienia, jakie biorą się z miłości do nas. Żałujmy za nasze grzechy i nie pozwalajmy, żeby one zabijały w nas zdolność sprawiedliwego osądu. Byśmy sami niedoskonali umieli dostrzegać i doceniać dobro w innych. Także w tych samotnych, odsuniętych przez ludzi, może poniżanych, pogardzanych czy wyśmiewanych przez innych. 
Samotność jako brak kontaktu z innymi ludźmi na pewno nie jest samym dobrem, może być ciężarem, nawet cierpieniem. W jednej amerykańskiej gazecie zamieszczono ogłoszenie: “Będę słuchał Twojego mówienia przez 30 minut bez komentarzy za 5$”. Okazało się, że bardzo szybko autor ogłoszenia otrzymywał codziennie 10-20 telefonów. Ból samotności bywa tak mocny, że ludzie imają się wszelkich sposób, aby sobie w nim ulżyć. 
Dlatego kończąc te krótkie rozważanie – na pewno za krótkie w stosunku do tego obszernego tematu – zachęcam do tego, byśmy uczyli się znajdywać czas na naszą samotność z Bogiem, byśmy się starali jak najlepiej wykorzystywać zarówno naszą samotność, jak i czas spędzany z innymi. Następnie byśmy pomagali tym, dla których samotność jest źródłem cierpień – pomagali zarówno swoim towarzystwem, jak i zachętą do takiego przeżywania samotności, żeby dawała okazję do pogłębienia relacji z Bogiem i do osobistego rozwoju. Bo modlitwy idą i wracają, nie ma niewysłuchanej. Amen.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online