Zapraszamy w Piątek 28.09.2018 przy figurze NSPJ i MB Wsp. Wiernych na Zatorzu

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Nabożeństwo Gorzkich Żali jest dodatkowym sposobem przeżywania Mszy św., która jest nie tylko przypomnieniem, ale i powtórzeniem ofiary Chrystusa na krzyżu. Chrystus raz umarł na krzyżu i raz zmartwychwstał, raz wstąpił do nieba, a teraz nieustannie wstawia się za nami. Jednak skoro powód jego dobrowolnej śmierci się nie skończył, to i Jego cierpienia też nie zniknęły zupełnie. Umarł za nasze grzechy, a one wciąż istnieją, wciąż ich przybywa. 
Nie wiemy, jak to jest żyć w wieczności jak Pan Bóg, jak Trójca Święta, i nie musimy wiedzieć. Może to kiedyś trochę lepiej zrozumiemy, ale wiemy na pewno, że Bóg nas kocha i jest z nami; że miłość Jego łączy się z cierpieniem jakkolwiek On je przeżywa.

To nasze grzechy sprowadziły na Niego cierpienie, to one Go zabiły. Jesteśmy teraz z Nim, bo tylko razem możemy sprawić, że Jego cierpienia – a także nasze, gdy je do Chrystusowych dołączymy – mogą przynieść pożytek. Bóg nas sam stworzył, odkupił, ale nie może nas zbawić bez nas, bez naszego udziału, naszej pomocy. 
Gorzkie Żale służą temu, byśmy lepiej sobie uświadomili moc Bożej miłości i lepiej zrozumieli swoje miejsce w historii zbawienia. Jest to przede wszystkim miejsce przy cierpiącym Jezusie, który cierpi, bo nas kocha, bo chce nas nauczyć zwyciężania zła, grzechu, lenistwa duchowego. Chce nam pokazać, jak mocni możemy być będąc przy Nim, także wtedy, gdy nawet nasze słabości oddamy Jego miłosierdziu, gdy samych siebie powierzymy Jego kierownictwu. 
Na pewno nie jest łatwo mówić o cierpieniu, wydaje się ono czystym złem, czymś zupełnie niepotrzebnym i tylko szkodliwym. Ale wystarczy chwilę pomyśleć, by sobie uświadomić, jak bardzo nam pomaga w różnych sprawach. Ból fizyczny ostrzega nas często przed niebezpieczeństwami. Jest taka rzadka choroba, nazywa się analgezja wrodzona i jest skutkiem mutacji w pewnym genie. Polega na całkowitym braku odczuwania bólu. Dzieci dotknięte tą chorobą żyją o wiele krócej od innych, bo nie umieją unikać sytuacji zagrażających zdrowiu i życiu. 
My tu jesteśmy po to, żeby się wyzwolić od duchowej niewrażliwości, aby choć trochę poczuć ból Jezusa, który za nasze grzechy umierał na krzyżu i nadal za nie cierpi cierpieniem dla nas niepojętym, ale bardzo prawdziwym. Gdy lepiej poczujemy Jezusowe cierpienie, będziemy bardziej uważni, ostrożni, by nie dopuszczać grzechów i okazji do grzechów, które zagrażają naszemu zdrowiu i życiu duchowemu: 
Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje, 
Jako dla ciebie sobie nie folguje. 
Przecież Go bardziej, niż katowska dręczy,
Złość twoja męczy.
Dzięki Jezusowi lepiej zrozumiemy również wartość naszych cierpień. Nawet psychologowie piszą, że człowiek szczęśliwy z tego powodu, że nie dotykają go cierpienia, jest głupszy od innych. Bo skoro mu dobrze, miło, to sobie żyje i tyle. Nie myśli o sensie życia, nie musi radzić sobie z bólem, poje, pośpi i sobie powolutku głupawo żyje. Natomiast cierpienie zmusza do myślenia nad swoim i nad ludzkim losem, przypomina, że na tym świecie jest tylko początek naszej drogi do prawdziwego życia, zachęca do szukania czegoś więcej niż zwykłe zadowolenie i brak problemów. Są tacy, którzy jak byli zdrowi, to bez kija podejść się nie dało: ważni, nieczuli, przemądrzali; dopiero choroba nauczyła ich trochę pokory i szacunku dla ludzi, gdy się jeden z drugim przekonał, że sam sobie nie poradzi, a do pomocy nikogo nie zmusi. Chcąc, nie chcąc musiał uwierzyć, że są ludzie lepsi i mądrzejsi od niego i trzeba ich choćby szanować. Podobnym sposobem, czyli za pośrednictwem cierpienia, możemy też przypominać sobie o wielkości i dobroci Boga. Clive S. Lewis (ten od opowieści z Narni) pisał, że ból to megafon Boga, który woła do głuchego świata i chce mu przypomnieć o sobie, o życiu wiecznym, o zbawieniu. 
Cierpienie samo w sobie nie jest dobre, ale może prowadzić do dobrych skutków: do leczenia, nabierania rozumu, pracy nad sobą, więc w sumie może być dobre. Dziś ludzie cierpią może trochę mniej niż dawniej, medycyna jest bardziej rozwinięta, ale też ludzie dłużej żyją, więc i nieraz dłużej znoszą różne dolegliwości. Jednak dziś chyba za bardzo mamy żal do Pana Boga, do losu czy do świata, że czasem przychodzi cierpienie, że coś zaboli, że się coś nie uda, że nie po naszemu pójdzie, że życie nie jest takie, jakie nam się marzyło. Niektórzy nawet mówią, że cierpienie jest argumentem za nieistnieniem Boga, bo przecież Bóg wszechmocny i dobry nie dopuściłby cierpienia na Ziemi. 
Co ciekawe, to są dość nowe pomysły. Na przykład w średniowieczu nikomu do głowy nie przychodziło, że takim sposobem można by podważać istnienie Boga. Nie będziemy się tu jakąś filozofią bawić, ale każdy w miarę mądry widzi, że bez bólu – o czym już było mówione – mało co żywego by na świecie zostało, bo gdyby zwierzęta nie uciekały ze strachu, to by wyginęły zanim by się zdążyły rozmnożyć. To biologia: ale ci, co się tak cierpieniem gorszą, chyba coś tam się w szkole uczyli. A teraz Biblia. Gdyby ludzie po grzechu pierworodnym nie byli ukarani, to przecież by się tak z diabłem zakolegowali, że jedynym ratunkiem na ten bajzel byłby chyba tylko koniec świata! 
Jest cierpienie tajemnicą, bo go całkiem nie zrozumiemy i nie zapanujemy nad nim, ale też jest ono bardzo ważną częścią naszej drogi do Boga, drogi do naszej duszy i do dusz innych ludzi. Nasza wiara nam o tym przypomina. Jest taka historia z połowy piątego wieku, która opowiada o chrzcie króla Aengusa przez św. Patryka, który był biskupem. Jako biskup w czasie obrzędów miał przy sobie pastorał, czyli biskupią laskę, po wizytacji wiemy dobrze, co to takiego. Podczas rytuału św. Patryk oparł się na swojej dość ostro zakończonej lasce i nieumyślnie dźgnął dość mocno stopę króla. Po zakończeniu chrztu św. Patryk zobaczył krew na królewskiej nodze, uświadomił sobie, co zrobił, i błagał króla o przebaczenie. Ale był też ciekaw, dlaczego król tak spokojnie to zniósł, więc zapytał go: „Dlaczego cierpiałeś ten ból w ciszy?” A król odpowiedział: "Myślałem, że to część rytuału".
Opis męki Jezusowej to nie jest tylko jakieś sprawozdanie z cierpień, jakie Mu zadawano; to jest skrócona Ewangelia – mamy tam upomnienie, przebaczenie, obietnicę zbawienia, spełnienie zapowiedzi Eucharystii, nowe kapłaństwo, pouczenie o Trójcy Świętej, przymierze między polityką i zbrodnią i wiele innych rzeczy. Znajdujemy tam wszystko, co dręczy, przeraża i wzywa do męstwa nasze serca. Znajdujemy tam Boską przestrzeń, w której wszystko odnajduje swoje miejsce i staje się częścią Boskiego planu zbawienia. Dlatego z największym wzruszeniem, z nadzieją i mocą śpiewajmy słowa „Pobudki”: 
Upał serca swego chłodzę, 
Gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.
Niech tak się stanie w naszej pieśni i w naszym życiu, czyli: Amen!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online