Zapraszamy codziennie na nabożeństwo różańcowe

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

W Księdze Mądrości spotykamy domorosłych szatanów, którzy chcieliby sprawdzać Bożą moc:
„Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony".
Pamiętamy, jak szatan „kusił Pana Boga”, żeby doświadczył Hioba – Pan Bóg niby posłuchał szatana, ale przecież szatan był zwykłym narzędziem, Bóg dał Hiobowi możliwość okazania swojej wierności i pokazania innym, że wiara w Boga nie musi być szybko nagradzana tu na ziemi. Historia Hioba przeniosła wiarę na wyższy poziom.

Dziś niedziela środków społecznego przekazu. To trudny temat i nie da się tak prosto wszystkiego załatwić, a dzięki temu to dobra okazja, żeby pomyśleć, pokombinować, poszukać dobrych rozwiązań, wyzbyć się złych nawyków, zwiększyć korzyści i zminimalizować straty. Czasem jak się mówi o środkach społecznego przekazu, to od razu, że to największe zło, kłamstwo, głupota i zbrodnia. Powoli. Już Pan Jezus głosił kazanie na górze, a innym razem z łodzi – jedno i drugie to rodzaj mediów ułatwiających kontakt z większą liczbą słuchaczy. W dawnych kościołach ambony były tak sprytnie budowane, żeby kazanie mogli słyszeć wszyscy zgromadzeni nawet w dużym kościele. Potem przyszła elektryka i elektronika, pierwszym papieżem, który korzystał z radia, był Pius XI (1922-1939), ten, który też potępił antyreligijny charakter komunizmu oraz ideologię hitleryzmu, który również przeniósł do Castel Gandolfo obserwatorium astronomiczne, a w Watykanie kazał założyć sanitariaty i centralne ogrzewanie. No i zawarł konkordat z Polską (1925). To wszystko i wiele innych rzeczy można się dowiedzieć z Internetu, więc i on nie jest taki zły.

Dzisiejsze czytania nie są oczywiste – takie, żeby wysłuchać i z satysfakcją stwierdzić: „O! Ja wiem, w Kogo wierzę, w co wierzę,  co mam mówić i robić”. Nie wszystko jest takie proste, ale przecież we wszystkim można znaleźć proste nawiązanie do Boskiej mocy, mądrości i miłości. U Niego te i wszystkie inne cechy są czymś jednym. U nas różnie się zdarza: mocni bywają głupi, mądrzy mogą być słabi, zakochani głupi i słabi, choć są też mocni, mądrzy i miłujący. Tyle, że tych cnót my musimy nieraz szukać po troszku, każdej z osobna bez obietnicy niezachwianego umysłu, o czym przypomniał św. Tomasz Morus. Więc nie ustawajmy, wynajdujmy zachęty, okazje i sposoby doskonalenia swoich cnót. A nieraz równie mocno przykładajmy się do tego, żeby nie psuć tego, co już posiadamy. I nie traćmy kontaktu z Tym, który to wszystko posiada w stopniu doskonałym.

Matka Boska Częstochowska – nasza, polska, ojczysta, prawie prywatna. Czy przystoi tak praktykować religię katolicką, która nawet z nazwy (gr. katholikos/łac. catholicus - powszechny) jest uniwersalna, powszechna? Czy można mówić: moja Matka? mój Bóg? Czy musi to być zawsze nasza Matka, nasz Bóg wedle katechizmu i dogmatyki? No właśnie! Najlepiej jest łączyć jedno i drugie. Wierzyć i uznawać za prawdę to, co Bóg objawia i Kościół do wierzenia podaje, a jednocześnie dokładać do tego swój osobisty stosunek do Boga i Jego świętych. Krzyżowe słowa Jezusa: „Niewiasto, oto syn Twój”, „Oto Matka Twoja” stworzyły szczególną więź między Janem i Maryją, która została wtedy sama na świecie, bez męża i jedynego Syna i potrzebowała opieki, ale również uczyniły Ją duchową – zatem nie mniej, ale wręcz bardziej – matką wszystkich ludzi.

Mamy dziś kolejną ewangelię o Eucharystii i czytania, które przypominają o tym, jak się do niej przygotować, jak uczynić ją szczytem i światłem naszego życia. Księga Przysłów i List do Efezjan zachęcają do mądrości, bo ona jest częścią wiary w Boga. Jest to dość ciekawa mądrość. W Starym Testamencie ziemskie powodzenie było często traktowane jako przejaw Bożego błogosławieństwa. Wiele wysiłku włożono w to, by w Księdze Hioba wyjaśnić, że cierpienie również może pochodzić od Boga i do Niego prowadzić. Jednak zwróćmy uwagę na to, że Hiob nie był obibokiem, ale zanim powiedział „Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione”, pracował wytrwale używając właśnie tego, co Bóg mu dał, czyli swojego majątku i swoich sił. Później św. Paweł napominał:, „Kto nie chce pracować, niech też nie je”.

(do czytań z ostatniej niedzieli: 19 zwykła, rok B)

Tytuł rozważań troszkę naciągany – udaje oksymoron, choć w istocie wskazuje na oczywiste sprawy – ale że mi się spodobał, niech zostanie. A chodzi o to, jak zwykłe i niezwykłe rzeczy przeplatają się w naszym życiu i czynią je wartościowym i w tym życiu, i w przyszłym. Jak wielcy prorocy mieli zwykłe ludzkie cechy, jak codzienna praca nad sobą przysposabia nas do największej tajemnicy Eucharystii. 
W Księdze Królewskiej słyszymy Eliasza, który uciekając przed mściwą królową opadł z sił na pustyni i zwraca się do Boga: „Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków”. Cóż? Coś się zaczyna, coś się kończy, nawet życie. Eliasz nie narzeka, nie gniewa się, czeka na wolę Bożą.

Przeżywamy dziś narodzenie św. Jana Chrzciciela. To również dzień, w którym jego ojciec Zachariasz odzyskał mowę. Jego kilkumiesięczne milczenie i dzisiejsze odzyskanie głosu niech będzie okazją do zastanowienia się nad wartością naszej mowy.

W słynnej powieści Jonathan Swifta pt. „Podróże Guliwera” bohater odwiedza dziwne miejsca zamieszkałe przez dziwne istoty, które w zamyśle autora w nieco przesadny, ale prawdziwy sposób reprezentują różne ludzkie cechy. Między innymi trafił Guliwer na wyspę, gdzie jej obywatele chodzili w towarzystwie służących wyposażonych w pałeczki. Służyły one do tego, żeby ułatwić komunikację między owymi obywatelami – gdy któryś mówił, służący uderzał go w usta, żeby mówiący nie zapomniał, że mówi, a słuchający byli uderzani po uszach, żeby nie przestawali słuchać. Niby bajka, a taka prawdziwa (jak zresztą większość bajek, które są zmyślone na początku i w środku, a prawdziwe na końcu – ta jest prawdziwa co kawałek). Tyle razy doświadczamy tego, że ludzie nie potrafią mówić jak należy. Mówią, a nie wiadomo, o co im chodzi, co chcą powiedzieć, czy w ogóle chcą coś powiedzieć. Mówi się czasami o takim: mówi i mówi, a nie mówi, co mówi (ulubione powiedzonko śp. Abpa Jerzego Ablewicza).

Dzisiejsze czytania mszalne mówią o różnych rzeczach, na przykład o Boskim działaniu, o naszym losie, o naszych zadaniach. Są one ze sobą powiązane i dobrze sobie pomyśleć o nich razem. Do tego dzisiejsze teksty są tak dobrane, że jest większa ochota, żeby je parę razy przeczytać niż komentować, ale kazanie to kazanie, trzeba coś od siebie dołożyć przecież. Najpierw jednak przytoczmy jeszcze raz fragment z pierwszego czytania (no chyba, że cały kościół pamięta dokładnie, o czym to było – nie? No to słuchamy).

Tak mówi Pan Bóg: "Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. […] Ona wypuści gałązki i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi. I wszystkie drzewa na polu poznają, że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa, który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię".

"[…] Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was". (Mt 10, 10-13)

Posłanie apostołów jest ciekawym połączeniem podejścia duchowego i praktycznego. Idą głosić Ewangelię, naukę o zbawieniu i inne – wówczas jeszcze bardziej niepojęte niż dziś – tajemnice wiary. Ale muszą też jeść, pić i spać. „Wart jest robotnik swej strawy”, więc wyżywienie było chyba niewielkim problemem. Za to mieszkanie to już bardziej skomplikowana sprawa. W obcym miejscu najpierw trzeba się wywiedzieć, kto tam jest godny. Nie wiem, jak w praktyce taki wywiad mógł wyglądać, jednak na pewno musieli słuchać opinii, jakie jedni ludzie wypowiadali na temat drugich. No to kłopot!

ksiądz Jan Twardowski

Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jak szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
by dostać nic
za wszystko

miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać

Serce Jezusowe mamy także po to, żebyśmy się nie musieli bać naszych serc, które rzeczywiście mogą odstraszać od kochania. Tyle w nich sprzecznych uczuć, nierealnych nadziei, które koniecznie chcemy spełnić, i najistotniejszych celów, których nie dostrzegamy. A jednocześnie jest w nim tyle mocy, że ani lekceważyć, ani marnować jej nie wolno. Dlatego dobrze jest zbliżyć się do Serca Jezusowego dla wytchnienia, ocieplenia i nauki: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. 

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online