15 kwietnia – II Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego

   

LOKALIZACJA

   

LITURGIA SŁOWA BOŻEGO  

   

BIBLIA MP3  

   

Warto przeczytać  

AUTOR
Ks. dr hab. Zbigniew Wolak
>> czytaj więcej... <<

Rozważania publikowane
na naszej stronie
=>> ZOBACZ <<=

   

Felietony /archiwum/  

>> czytaj więcej... <<

Śp Ks. Proboszcz
mgr Wiesław Jemioło
/autor/

   

MÓL KSIĄŻKOWY POLECA  

ARCHIWUM

/ŚP. Wiesław Kutek/
Kto czyta - żyje wielokrotnie
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany

   

MISJE W KAZACHSTANIE  

NASZ RODAK NA MISJACH
W KAZACHSTANIE


Ks. mgr Piotr Kluza

 

   

Ciekawe Linki  

   

Homilia ze mszy św. na sympozjum poświęconym J.F. Drewnowskiemu(członek Koła Krakowskiego, logik, filozof i teolog, działacz Akcji Katolickiej)

Dziękuję za wyznaczenie mnie do homilii, choć wiem, że to niełatwe zadanie, a dla mnie tym trudniejsze, że ja od lat mówię kazania po małych wiejskich parafiach u kolegów. No, ale mi się przypomniało, jak Bocheński mawiał, że filozof jest jak krowa, bo przeżuwa. I to jest piękna idea, bo niektórzy, to tylko przeżywają i z tego robią od razu jakieś filozoficzne objawienia, a tu trzeba przeżuwać, obrabiać, sprawdzać i robić dobrą strawę dla rozumu – i dla serca też.

Modlimy się w tej mszy św. w intencji J.F. Drewnowskiego. Jak się czci jakiego świętego, to się mówi kazanie o świętym. Oczywiście święty jest tylko człowiekiem – czy tu na ziemi, czy po drugiej stronie życia, – ale jest też na tyle doskonałym odbiciem Boga, że można w jego życiu i nauce znaleźć wiele ważnych prawd o Bogu. Jan Franciszek Drewnowski świętym kanonizowanym, rzecz jasna, nie jest, ale można wskazać przynajmniej dwa powody, żeby o nim w homilii mszalnej wspomnieć. Najpierw miłowanie Boga, nasze największe przykazanie: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem".

Miłosierdzie to miłość wobec słabości, grzechu. Nasza wiara w Boże miłosierdzie jest naszą nadzieją – choć może też być największym grzechem. Pamiętamy, że jednym z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu, nie do odpuszczenia ani w tym, ani w przyszłym świecie, jest zuchwała wiara w miłosierdzie Boże. W zwykłym języku jest to po prostu bezczelność. Ona być może bywa skuteczna w kontaktach z ludźmi, ale gdy stajemy wobec Boga, to lepiej sobie przypomnieć, jak skończyli zbuntowali aniołowie.

Wobec miłosierdzia Bożego można przyjąć dwie postawy. Pierwsza to ta bezczelna, zuchwała. Heinrich Heine rzekł "Bóg mi przebaczy. To jego zawód". Nie wiemy, co miał dokładnie na myśli, ale jeśli chciał powiedzieć, że Bóg mu musi przebaczyć niezależnie od jego postawy, to była to nie ufność, a bezczelność. To nie jest radość z Bożego miłosierdzia, ale odrzucenie.

„Byście się wzajemnie miłowali!” Cóż nowego jest w tym przykazaniu? Przecież miłość jest stara jak świat, przynajmniej ten żywy. W sensie wzajemnego pociągu osobników tego samego gatunku jest ona koniecznym warunkiem rozmnażania się większości zwierząt, bardzo często też jednoczy ich grupy we wspólnym działaniu. Człowiek jest rodzajem zwierzęcia, więc do niego to samo się odnosi; Biblia w opisie stworzenia człowieka zamieszcza słowa Stwórcy: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1).

Zbliżają się dni najbardziej intensywnego rozważania i przeżywania Męki Jezusowej, jaką poniósł dla naszego zbawienia. Cierpienie, samotność, skazanie na okrutną śmierć tworzą obraz pełen grozy, który do dziś nas przeraża, zwłaszcza, że widzimy w nim też odbicie naszego losu. Jednak szybko potem przychodzi zmartwychwstanie! Nieoczekiwane, trudne do uwierzenia, a przecież przepowiedziane. I tak Męka Jezusa staje się również dramatem utraty i odzyskiwania zaufania. Zdrada Judasza, zaparcie się Piotra, ucieczka uczniów przecież by się nie dokonały, gdyby ufali Jezusowi, kiedy mówił, że będzie pojmany i zabity, a po trzech dniach zmartwychwstanie.

Męka Jezusowa opisana przez czterech Ewangelistów, dokonała się na oczach wielu ludzi – Rzymian i Żydów, wrogów i przyjaciół, apostołów, bliskich. A jednak Jezus „smutny aż do śmierci” zmagał się z samotnością. Do Niego najbardziej można odnieść powtarzane nieraz stwierdzenie: samotny wśród tłumu. Śpiewamy o Nim w Gorzkich Żalach:
Jezu, w ciężkim smutku żałością, -
Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany, -
Jezu mój kochany!

Nabożeństwo Gorzkich Żali jest dodatkowym sposobem przeżywania Mszy św., która jest nie tylko przypomnieniem, ale i powtórzeniem ofiary Chrystusa na krzyżu. Chrystus raz umarł na krzyżu i raz zmartwychwstał, raz wstąpił do nieba, a teraz nieustannie wstawia się za nami. Jednak skoro powód jego dobrowolnej śmierci się nie skończył, to i Jego cierpienia też nie zniknęły zupełnie. Umarł za nasze grzechy, a one wciąż istnieją, wciąż ich przybywa. 
Nie wiemy, jak to jest żyć w wieczności jak Pan Bóg, jak Trójca Święta, i nie musimy wiedzieć. Może to kiedyś trochę lepiej zrozumiemy, ale wiemy na pewno, że Bóg nas kocha i jest z nami; że miłość Jego łączy się z cierpieniem jakkolwiek On je przeżywa.

(kazanie z III Niedzieli Zwykłej: Jon 3,1-5. 10; Ps 25 (24), 4-5. 6 i 7bc. 8-9; 1 Kor 7, 29-31; Mk 1, 14-20)

Dziś spotykamy się z Jonaszem. Był prorokiem, któremu to wyjątkowo nie odpowiadało – wolałby być radosnym widzem, który siądzie sobie z boku i popatrzy, jak ta paskudna Niniwa zmieni się w śliczne ognisko albo kupę gruzów. Gdy mu Bóg polecił ruszać do Niniwy, wskoczył na statek i uciekał w przeciwną stronę, żeby być „daleko od Pana”, jak mówi Biblia. Wydawało mu się, że można tak sobie uciec, że Bóg się nie spostrzeże, a potem go nie znajdzie, nie dogoni, da mu spokój. Jak wiemy, z ucieczki niewiele wyszło – na morzu, po którym płynął jego statek, rozpętała się paskudna burza. Żeglarze wyrzucili ładunek, żeby odciążyć statek, ale to nie wystarczyło. Modlili się do swoich bogów, przerażeni walczyli z żywiołem, a Jonasz… spał sobie. Narobił bałaganu, a potem zszedł pod pokład, żeby się zdrzemnąć. Gdyby się przyznał do swojego błędu, zapewne nie naraziłby na poważne straty i wielki lęk swoich towarzyszy podróży, a i sam by w wygodniejszy sposób dotarł do Niniwy. Cokolwiek miała oznaczać późniejsza podróż w brzuchu wielkiej ryby, na pewno nie była przyjemna, nawet jak na ówczesne standardy.

(homilia radiowa: 1 Sm 16, 1-13; Ps 89 (88), 20. 21-22, 27-18; Mk 2, 23-28)

Wprowadzenie

Usłyszymy w Ewangelii, że nie człowiek został stworzony dla szabatu, ale szabat ustanowiony dla człowieka. Jednak szabat był tylko symbolem świętości Bożej, natomiast Msza św. jest spotkaniem z żywym i prawdziwym Jezusem, więc można by powiedzieć, że zostaliśmy stworzeni dla Mszy św., dla wspólnoty z Bogiem, dla życia, które bardziej z nieba niż z ziemi pochodzi. Przeżywajmy tę mszę św. – i tu w kościele, i przy odbiornikach radiowych – z radością, która zawsze, nawet w trudach i cierpieniach, czyni nasze serca mocnymi i pełnymi takiej dobroci, która Bogu się podoba i której świat potrzebuje.

„Takie jest świadectwo Jana”

Tymi słowami zaczęła się dzisiejsza Ewangelia, która opowiada o św. Janie Chrzcicielu. My nazywamy go świętym, Jezus powiedział o nim, że był więcej niż prorokiem  i dał mu jak najlepszą opinię. A co o sobie samym mówił Jan Chrzciciel? Stwierdził, że nie jest prorokiem, a jedynie „głosem wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską”. Rzeczywiście żył na pustyni poszcząc i modląc się, a gdy przyszła pora, by przygotować świat na ukazanie się Mesjasza, począł nad rzeką Jordan wzywać do nawrócenia i pokuty oraz udzielał chrztu, który miał jeszcze mocniej do tego nawrócenia zachęcać. W ten sposób spełniał swoje zadanie, które zapewne poznał za pośrednictwem swojego ojca Zachariasza.

Początek Adwentu to nawrót do czasu oczekiwania na Mesjasza, ale to także okazja do tego, by zrozumieć, że nasz czas obecny jest próbą umiejętności czekania na Zbawiciela. Jesteśmy częścią historii zbawienia, jesteśmy Bożym stworzeniem i należymy do świata stworzonego przez Boga. Żyjemy w czasie, pamiętamy przeszłość, znamy gorzej lub lepiej historię, robimy plany na nasze dalsze życie, ale również chcemy pozostawić po sobie wiele dobrego, czy to w dzieciach, czy w dziełach lub innych dobrach, jakie po nas zostaną. Są tacy, którzy pytają, co to w ogóle jest czas.

   
cpr certification online
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online